Na dwoje babka wróżyła

czyli nie dowiesz się dopóki nie zobaczysz

Wpisy

  • środa, 18 kwietnia 2012
  • środa, 07 września 2011
    • kurą w ocieplenie

      Chyba czas się reaktywować. Na początek felieton z najnowszego numeru Wysokich Obcasów Extra. Głównie dlatego, że nie jest o dzieciach:)

      Kurą w ocieplenie

      Belgijski samorząd, w ramach pilotażowego projektu alternatywnych sposobów ograniczania śmieci, rozdaje mieszkańcom, którzy mają odpowiednie warunki, kury nioski. Nie dość, że zjedzą odpadki organiczne to jeszcze zaopatrzą w jajka zerówki. Wiedeń w ramach projektu „Eko Zakupy” publiczne instytucje, szkoły, przedszkola i szpitale zaopatruje w produkty przyjazne środowisku. Barcelona część transportu miejskiego zamienia na pojazdy hybrydowe, co nie tylko ogranicza emisję co2 o 30%, ale również obniża poziom hałasu. A skoro już o transporcie publicznym, to w Helsinkach tamtejszy ZTM opracował program, który na bieżąco informuje o położeniu każdego autobusu. W ten sposób w komórce można sprawdzić poziom zakorkowania i dokładnie zaplanować swoją podróż. W Japonii z kolei, super nowoczesny budynek stacji kolejowej w Osace na dachu ma ogródki działkowe. Japończycy w drodze z pracy zdejmują marynary i zatapiają ręce w ziemi, pieląc pomidory i zrywając sałatę na kolację.

      Dopada mnie zazdrość!
      Weźmy taką Kopenhagę. W Kopenhadze, co drugi mieszkaniec dojeżdża do pracy lub szkoły na rowerze. Woda w kanałach i porcie jest na tyle czysta, że można się w niej kąpać. 23% procent żywności pochodzi z certyfikowanych farm ekologicznych a do 2050 roku jej ilość ma wzrosnąć do 90%. W Kopenhadze można sobie pójść do restauracji, która nie tylko oferuje organiczne jedzenie, ale ubiera kelnerów w bawełnę ekologiczną i fairtradową a zamiast firmowego samochodu ma rowery.
      To jeszcze nic. Do 2025 roku Kopenhaga chce zostać pierwszą na świecie stolicą nieemitującą CO2, czyli stolicą pasywną. Po pierwsze stawia na energię odnawialną, przede wszystkim geotermalną i wiatrową. Po drugie zamierza upowszechnić samochody elektryczne i wodorowe. Ratusz zaczyna od siebie, od 2011 wszystkie zakupione publiczne samochody muszą być na baterie. Do 2015 zamierza przesadzić na rowery 70% swoich mieszkańców.  Aby to zrobić inwestuje w nowe ścieżki, mosty i parkingi dla rowerów. Aby ograniczyć emisję tradycyjnych samochodów gps ma być uzupełniony o bieżące informacje na temat wolnych miejsc parkingowych, co wyeliminuje niepotrzebne krążenie w poszukiwaniach wolnej szpary. Ponadto, planuje co roku tworzyć dwa nowe parki oraz szkolić restauratorów, aby używali mniej wołowiny i stawiali na produkty lokalne i sezonowe.

      Kopenhaga to nie jakaś banda nawiedzonych frików. Do 2050 roku 75% populacji będzie mieszkało w miastach. Aby dało się w nich oddychać od Atlantyku po Odrę państwa europejskie inwestują w osiedla pasywne, transport publiczny, samochody hybrydowe i ekologiczne jedzenie. Tymczasem w Polsce szczytem ekologicznej świadomości jest ustawienie pod blokiem koszy do segregacji. A i tak, poziom odzyskiwania śmieci w stolicy jest żałośnie niski bo wynosi jedynie 7 %. Mimo że coraz więcej ludzi wsiada na rowery (poziom rozkopania Warszawy sięga właśnie szczytów, więc jest to częściowo przymus) ścieżki rowerowe nie są zawarte nawet w planach ulic remontowanych. Oprócz Europejskiej Stolicy Kultury, która ostatnio zajmowała umysły urzędników kilku polskich miast istnieje coś takiego jak Europejska Zielona Stolica. W 2010 tytuł ten nosił Sztokholm w tym roku jest nią Hamburg. Przykro stwierdzić, ale Warszawa jest od tego poziomu oddalona lata świetlne.

      A jak przyjemnie by było dowiedzieć się pewnego dnia, że właśnie powstał projekt wspierający kompostowanie w mieście w ramach, którego raz na dwa tygodnie ktoś podjedzie do mnie, zabierze moje organiczne odpadki i zawiezie na ekologiczną farmę (podobny projekt powstał w Liverpoolu). Albo, że w ramach promocji pieluch wielorazowych, które są przyjaźniejsze nie tylko dla środowiska, ale i dla dzieci została wprowadzona zapomoga w formie bonów na zakup kilku sztuk (to również Anglia).
      No tak, rozmarzyłam się. Pozostaje wierzyć, że kiedyś i na ekologie przyjdzie u nas pora. Albo działać. Bo gdyby tak wszyscy, którzy mają ochotę na jeżdżenie rowerem, ale boją się spychających do krawężnika autobusiarzy i złośliwych taksiarzy wyszli pewnego dnia na ulice i zajęli jeden pas jezdni? Po prostu wzięli sobie przestrzeń, która im się należy? Może to przebudziłoby zatopionych w ekoignorancji urzędników? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „kurą w ocieplenie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      środa, 07 września 2011 22:23
  • wtorek, 12 lipca 2011
    • trukwa

      Trukwa - czyż to nie jest genialny wyraz? I do tego egipska. Trukwa egipska. Jak dla mnie majstersztyk. Inna nazwa to luffa, aż żal wspominać.

      No więc trukwa jest rośliną dyniowatą rosnącą w Afryce i Azji. Wygląda tak:

      A nawet tak:

      Ta druga to trukwa ostrokątna, ta pierwsza egipska. Młode trukwy nadają się do jedzenia. Natomiast stare przerastają włóknami i zamieniają się w gąbkę. Roślinną gąbkę, którą można myć ciało, naczynia i czego sobie jeszcze zapragniecie. 

      I właśnie taką trukwę do mycia naczyń sobie zakupiłam. Podobno można nią pucować i do roku. A później wrzucić do kompostu. Genialne. Ta sama firma, która sprzedaje trukwy oferuje również łupiny kokosa jako organiczną skrobaczkę do płyt indukcyjnych. Podobno rewelacja. Póki co zakupiłam na allegro nasiona trukwy egipskiej. W tym roku trochę już późno, ale i tak spróbuję, może chociaż zakwitnie. Trukwa.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „trukwa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2011 23:17
  • środa, 06 lipca 2011
    • over and over

      Na początek znowu fota niezwiązana z tematem. Ale znowu nie mogłam się powstrzymać. Oto przykład na to jak, tak ostatnio modne, zabawy z jedzeniem mogą zajść o jeden most za daleko. 

      A teraz do rzeczy. Znowu trochę mnie nie było. Co robiłam? Wysadzałam.

      Taki żarcik.

      Choć rzeczywiście czasami, w chwilach zwątpienia, wydaje mi się, że żeby wyłapać wszystkie siki to trzeba by siedzieć w kibelku non-stop. Ale gdy nachodzą mnie takie myśli to znak, że się przegrzałam i że powinnam sobie odpuścić. Zazwyczaj już sama myśl o tym pomaga. Ale ostatnio na wszelki wypadek zakupiłam nawet pieluchy jednorazowe. Tak żeby mieć pod ręką, gdy komunikacja z małym człowiekiem ulegnie nagłej zapaści. Co się zdarza. Ale zazwyczaj jest ok. Niesamowite jak pomaga to zrozumieć postękiwania i niepokoje dzieciaka. Wcześniej zastanawiałam się czy nie jest aby głodny, lub czy może nie marzy mu się zaspokojenie potrzeby ssania (czytaj smok). Teraz okazuje się, że często w tych momentach po prostu chce mu się siku. Albo kupę. Także podsumowując wychowanie bezpieluchowe, vel naturalną higienę niemowląt, u nas się to sprawdza. Szczególnie, że nieco zredukowało również problem spierania kurkumowych w kolorze plam.

      Skoro już znowu o tych wielorazówkach to może idąc za ciosem napiszę o innych produktach wielo, które zawitały pod naszą strzechę.

      Po pierwsze myjki - zamiast jednorazowych, nawilżanych chusteczek do wycierania pup, buź i co tam jeszcze nam się pod rękę napatoczy. Zakupiłam zestaw Cheeky Wipes i jestem bardzo zadowolona. Rozwiązanie jest banalnie proste. Zestaw składa się z dwóch pudełek. W jednym trzymamy szmatki czyste, namoczone w wodzie z kilkoma kroplami olejku lawendowego i rumiankowego a do drugiego, w którym czeka woda z olejkiem z drzewa herbacianego i cytrynowego, wrzucamy zużyte. W wersji "na wynos" mamy po prostu dwa, nieprzemakalne woreczki. Najbardziej podoba mi się to, że cały ten biznes tak ładnie pachnie. Dodatkowo, gdy wysadzam człowieka przemywam go pod kranem w związku z czym nawilżone chustki jednorazowe zostały w naszym domu wyeliminowane. 

      Po drugie - wielorazowe wkładki laktacyjne. Uszyte z nieprzemakalnego, oddychającego PULu (tego samego z czego szyte są pieluchy wielorazowe) i miękkiej flaneli. Jak dla mnie bomba, z tym, że niestety mam ich za mało. 4 pary to za mało aby mieć zawsze świeżą parę pod ręką.

      No i na koniec wielorazowe waciki do demakijażu. Natrafiłam na nie w sklepie z pieluchami. Pomysł jest banalnie prosty - kółka z bambusowej frotte i tyle. Bardzo fajna sprawa. 

      Jednym słowem pranie, pranie, pranie. Ale to i tak o wiele bardziej eko niż produkcja i utylizacja ton jednorazówek. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      środa, 06 lipca 2011 20:24
  • sobota, 11 czerwca 2011
    • po co komu pieluchy

      Uwaga, kolejny wpis z działu eko-matkowanie. Lojalnie uprzedzam.

      Na początek foto. Zupełnie nie na temat, ale nie mogłam się powstrzymć.

      A teraz do rzeczy. Jest lepiej. Jest dużo, dużo lepiej. Okazało się, że najlepszym dla mnie rozwiązaniem są otulacze, do których ładuje się różne wkłady (prefoldy, tetry, frotte). Zwyczajnie dlatego, że takiego otulacza nie trzeba wymieniać za każdym razem. Wystarczy przetrzeć, bo zrobiony jest z nieprzemakalnego PUL-u. Problem mam jeszcze tylko ze zbyt małą ilością wkładów. Dokupię jeszcze z dziesięć i wreszcie nie będę musiała codziennie włączać pralki.

      Ale nie tylko o same otulacze chodzi (choć uważam, że podstawą sukcesu używania pieluch wielorazowych jest dopasowanie sobie odpowiedniego zestawu, co nie jest takie łatwe i dlatego na końcu zamieszczam kilka linków, które mi pomogły wielce).

      Do niedawna wielorazówki interesowały mnie wyłącznie ze względu na ich ekologiczność. Okazało się, że mają jeszcze jedną, nieoczywistą zaletę. Otóż uczą dziecka fizjologii. Co z kolei prowadzi do kolejnej gałęzi wiedzy na temat dzieci o nazwach tak nieznośnych jak EC (Elimination Communication), AITT (Assisted Infant Toilet Training (sic!!!)), NHD (naturalna higiena dziecka) lub trochę bardziej po ludzku - wychowanie bezpieluchowe. Po krótce, teoria ta głosi, że niemowlaki potrafią komunikować swoje potrzeby fizjologiczne. Na podobnej zasadzie jak to, że chcą jeść albo że jest im zimno. Tymczasem jednorazówki, które wchłaniają wszystko co do kropli sprawiają, że dziecko zatraca świadomość swoich zachowań fizjologicznych. (I dlatego tak trudno jest przestawić później dzieci na nocnik.) Jeśli dobrze się wsłuchać w niemowlaka można wyłapać momenty, w których szykuje się do zrobienia siku albo kupy. W efekcie już półroczne dzieci potrafią załatwiać się wyłącznie do nocnika. Nie potrafią mówić ani chodzić, ale za to potrafią podraczkować do nocnika! Jako przykład wychowania bezpieluchowego podaje się kultury plemienne oraz kraje takie jak Chiny. Rzeczywiście widziałam w Chinach dzieci w ciepłych ortalionowych spodenkach z pęknięciem na pupie zamiast pieluchy. Nie mieściło mi się w głowie, że te dzieci były po prostu wysadzane. 

      I w ten oto sposób doszło do tego, że wysadzam swojego dwumiesięcznego człowieka. Czasem nad umywalką, czasem nad kibelkiem. Przeczytałam książkę Kingi Cherek, która doszła do WB przez zupełny przypadek. Otóż gdy urodziła drugie dziecko zaczęła się martwić, że jej dwuletnia córka, którą właśnie przestawiała na nocnik uzna za totalnie demotywujący fakt, iż noworodkowi pieluchy zmienia się non-stop podczas gdy ona musi się starać i uważać. Kinga zaczęła wysadzać drugie dziecko "dla towarzystwa" i odkryła, że to ma sens! Potem dowiedziała się o WB.

      Jeśli chodzi o nasze efekty to stopniowo uczymy się wyłapywać newralgiczne momenty. Niestety nasz mały człowiek większość spraw komunikuje poprzez stękanie i trochę ciężko się w tym połapać. Ale niejedno siku poleciało już do kibelka.

      Linki:

      http://chusty.info/forum/forumdisplay.php?f=79 świetne forum o pieluchach, chustach, wychowaniu bezpieluchowym

      http://www.pieluszkarnia.pl/Pozostale-informacje-spis-tresci-cinfo-pol-7.html dużo użytecznych rad na stronie świetnie zaopatrzonego sklepu 

      a tu bezpieluchowość http://www.bezpieluch.pl/

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „po co komu pieluchy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      sobota, 11 czerwca 2011 01:08
  • piątek, 27 maja 2011
    • zderzenie

      O rany, trochę mnie tu nie było. Ostatni wpis zrobiłam 23-ego marca. Tydzień później wydałam na świat człowieka i przepadłam. Ale już jestem z powrotem i niniejszym otwieram nową subkategorię wpisów - eko- matkowanie.

      Dostałam ostatnio po nosie, nie powiem. Tak się kiedyś wymądrzałam na temat pieluch wielorazowych a jak przyszło co do czego to okazało się, że choćby nie wiem jak świetne one nie były to kupa jest kupą. I trzeba sobie z nią jakoś poradzić. Ale zanim do zderzenia z kupą doszło stanęłam przed giga wyzwaniem - jakie wybrać pieluchy. Nie miałam pojęcia, że to takie skomplikowane. All-in-one, snap-in-one, otulacz, formowanki, prefoldy, wkłady tetrowe, muślinowe, bambusowe. Do tego kilkanaście firm, modeli i kolorów. Oszaleć można. Dopiero filmiki znalezione na Youtubie wybawiły mnie z impasu. Ostatecznie, w ramach testu, zakupiłam trzy pieluchy typu kieszonka. To takie, które od zewnątrz mają warstwę z nieprzemakalnego, ale przepuszczającego powietrze materiału PUL, od wewnątrz mikropolar, który jest bardzo chłonny a pomiędzy jest miejsce na wkład, np. bambusowy. Uff. No więc zakupiłam trzy kieszonki. I za którymś razem w jedną z nich trafiła kupa. Przepraszam za dosłowność, ale muszę tu nadmienić, że kupy niemowlaków karmionych piersią są rzadkie. No więc sami rozumiecie. No ale cóż, słowo się rzekło. Zmusiłam się do spłukania czego się dało pod kranem i wrzuciłam do pralki. Niestety to nie był koniec, kupa się nie odprała. No tak, czyli nie dość, że mam się w tym babrać to na dodatek będę zawijać nowego człowieka w uświnione pieluchy???

      W efekcie tego eko-kryzysu doznałam chwilowego rozdwojenia jaźni. Jedna część jaźni mówiła, że należy sobie odpuścić i może wrócić do tematu za jakiś czas. Druga część mówiła, że to nie może tak być i że na pewno popełniam jakiś błąd. W głębi duszy liczyłam, że druga ma rację. No bo jak to? Ekologiczne pieluchy to porażka?

      Nie mogłam w to uwierzyć. Poszperałam, popytałam na forach, zmieniłam sposób prania i obecnie plamy nie są problemem. Ale wciąż jestem na etapie eksperymentów. Dzisiaj zakupiłam specjalne mydło odplamiające, dwa otulacze, czyli samą zewnętrzną warstwę PUL i różne wkłady. Tak łatwo się nie poddam.

      No tak, pierwszy post po narodzinach i od razu o kupach. Klasyka.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „zderzenie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      piątek, 27 maja 2011 22:46
  • środa, 23 marca 2011
    • kompostowanie w centrum miasta

      Za oknem nareszcie pierwsze oznaki życia. Największy raban jest narazie pod ziemią, gdzie robale ruszyły do roboty na wyścigi z korzeniami. Tylko czekać aż trawniki i łąki się zazielenią.

      Moje parapetowe ogrody są niestety w kiepskim stanie. Wszystko pousychało i straszy. Jakiś czas temu posadziłam kolendrę, ale też wygląda jakoś niemrawo. Ale już niedługo moje mieszkanie zamieni się w dziką dżunglę - wszystko za sprawą kompostu, którego produkcję nareszcie rozpoczęłam. Ostatecznie zdecydowałam sie na otręby Bokashi, czyli japońską, w pełni naturalną technologię efektywnych mikroorganizmów (EM). Na rynku (polskim również) dostępne są specjalne wiadra wyposażone w kranik do oprowadzania tzw. soku oraz sitko oddzielające "treść" od "cieczy". Ja zdecydowałam się na formę "zrób to sam" i zakupiłam zamykane szczelnie, plastikowe wiadro z kranikiem do produkcji wina. Problem mieliśmy jedynie  z sitkiem, ale w końcu udało nam się dopasować podstawkę pod donicę, w której mój chłopak wywiercił kilkanaście otworów.

      Teraz zdałam sobie sprawę, że nie zrobiłam zdjęcia otrębów. Nadrobię przy następnej okazji. Jedyny problem to ich zapach. Wielu mówi, że jest on przyjemny, dla mnie jego intensywność i słodkawa nuta jest nie do zaakceptowania. Ale od czego są szczelne pudełka.

      Po zapełnieniu całego wiadra otręby, którymi przesypuję odpadki co około 2,5 cm, potrzebują  dwóch tygodni na przerobienie tematu na kompost. W tym czasie skompletujemy drugi pojemnik, aby zachować ciągłość.

      Z bokashi kompostować można wszystko. Wg niektórych nawet nabiał i mięso. Z mięsem u nas nie ma problemu, z nabiałem spróbujemy.

      Póki co nasze mieszkanie nie zmieniło zapachu:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „kompostowanie w centrum miasta”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      środa, 23 marca 2011 09:37
  • poniedziałek, 14 marca 2011
    • życie w kokonie

      Ostatnia faza ciąży, kiedy zdecydowanie nie da się już ukryć, że w niej jestem, gdy ludzie zamiast na twarz patrzą się na mój brzuch (strasznie wkurzające), mieszczę się w zasadzie w jedne (ciążowe) spodnie i nie ogarniam swoich gabarytów do tego stopnia, że wciąż się o coś obijam brzuchem, zaskoczyła mnie. Otóż zaczynam autentycznie interesować się tym, co będzie za miesiąc, czyli po porodzie. Do tej pory było to zagadnienie tak abstrakcyjne jak rewolucja w Egipcie albo Libii jeszcze parę miesięcy temu. A dzisiaj, proszę!

      Na fali nawiązywania kontaktu z całą tą, dosyć skutecznie wypieraną do tej pory sytuacją, postanowiłam, że zrobię może coś na drutach. Przyjemne z pożytecznym. W ten sposób natrafiłam na nowy trend w modzie noworodkowej - kokony. Okazuje się, że zgodnie ze szkołą, która zaleca przez pierwsze miesiące po porodzie starać się zapewnić dzieciakowi warunki podobne jak w brzuchu, wszyscy teraz owijają ją swe dzieciaki w kocyki, rożki, kangurze kieszenie i inne kokony.

      Niektóre są trochę przegięte. Nie wiem, kto odważy zrobić ze swoim noworodkiem coś takiego:

      Chociaż może to nie jest taki zły pomysł. Podwieszasz drania pod sufitem i po sprawie.

      Albo montujesz mu hamak:

      Niektóre kokony powstały ewidentnie po to, żeby zrobić słodkie zdjęcie.

      Mi chyba najbardzej odpowiada wersja kondom, lub, jak mówi moja siostra, skarpeta.

      Póki co, nie mogę znaleźć odpowiedniej włóczki. Bo dla dzieci są specjalne - hypoalergiczne itd. Swoją drogą, rzeczy dla noworodków cudownie zdradzają co na prawdę kryje się w większości produktów. Specjalne proszki do prania, olejki, baby kosmetyki bez chemii, bio organiczne ubrania, czasem nawet słyszę, że zalecana jest woda zamiast mydła! Szkoda, że tyczy się to wyłącznie opieki nad noworodkami.

      Szukając odopwiednio grubej włóczki na skarpetę, zabrałam się za dzierganie czegoś takiego:

      Niestety przewiduję problemy z kapturem.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „życie w kokonie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 marca 2011 10:05
  • poniedziałek, 07 marca 2011
    • słeters

      Oto kolejna porcja. Niebawem poinformuję was na kiedy planujemy finał konkursu.

      "Czerwonookie owieczki ze złowrogo przekrzywionymi głowami w co drugim
      rzędzie, ponadto z boku wszyta gumowa poduszeczka, która piszczy przy
      przyciśnięciu łokciem... SZAŁ! Anita Banasik"

      Zgłoszenie Marty.

      Zgłoszenie Doroty.

      "Kamizelkę dostalam od dawnego chłopaka jak miałam 24 lata. teraz mam 63 lata,czyli ma 39 lat. MS"

      Sweter Marty

      1. dla wielbicieli kubizmu

      2. cudo odziedziczone po babci, jedno z tych z którymi nie chciała się
      rozstać i latami trzymała nienoszone w szafie

      3. sweterek idealny na sylwestra dla 75+. Ania K

      Asia i Radek

      Zgłoszenie Asi Sosnowskiej.

      Sweter od Julii.

      Jestem nauczycielką przedmiotów artystycznych w Szkole Specjalnej w Wyszkowie. Odpowiadam na dramatyczny apel i posyłam zdjęcia okropnego swetra w wersji patriotycznej. Baza, czyli sam sweter należał do mojej babci a ja skorzystałam z czasu wolnego (ferie w mazowieckim) i w ciągu trzech dni ozdobiłam go PIĘKNYMI naszywkami z filcu i gałaganków. Marzena Szulc

      I jeszcze jeden tuning: Pochodzi on z najnowszej kolekcji Dolcie&Bananna!
      Przesyłam dwie jego wersje. Pierwszą dzienną oraz drugą wersję wieczorową! Wacław.

      ten sweter został zakupiony w 1987 roku !!! w Lipsku (jeszcze NRD) za dietę na pobyt służbowy na Międznarodowych Tragach Lipskich. Służy mi do dziaisj jako ulubiony strój domowy i mam nadzieję, że zostanie chociaż wyróżniony za długowieczność. Jolanta
      Sweter Artura.
      Sweter zinki8.
      Brzydota jest pojęciem względnym warunkowanym przez kulturę, modę, indywidualne postrzeganie rzeczywistości...Brzydota bez piękna nie miałaby sensu istnienia, dlatego razem trwają i są w zasadzie nierozłączne, co u jednych budzi odrazę dla innych może być oznaką piękna. Oto zdjęcie mojego swetra, tak brzydkiego, że aż pięknego. Karolina Kulesza
      Aśka Wójcik
      Karolina Pawlak
      Izunia S.
      Grzegorz 43 lata, sweter około 25 lat. Zamieszkały Dworzec - Olsztynek

      Zgłoszenia Alicji.

      Ach ten sweter... w nim nawet szara myszka zostanie gwiazdą wieczoru. Sweter czarny mieniący się srebrną nitką, można znaleźć na nim i satynę, i brylanty. Ewa Dziekanowska
      Jest to sweter mojego taty, który wydziergała dla niego moja mama z prawdziwej owczej wełny, czemu zawdzięcza różnorodność odcieni szarości oraz swoją "gryźliwość". Nie jest to sweter słodki i uroczy, jest raczej typu kloszardzkiego, niemniej jednak jest wręcz historycznym reliktem i należy mu się pewne uznanie.
      Ponieważ nie byliśmy rodziną zamożną, w wieku młodocianym wykazywałam się sporą kreatywnością, jako grunge nastolatka zaczęłam nosić to cudo dość często. W zasadzie bardzo często i zawsze w połączeniu z dzwonkiem na szyi co dodatkowo podkreślało jego owcze pochodzenie.
      Obecnie w obawie przed całkowitym rozpadem staram się go nie nosić zbyt często i chowam go na specjalne okazje...Zuzanna Podgórska
      A to "przykład swetra z wzorem zaczerpniętym z natury - sweter salamandra, doskonale wpisujący się w nadchodzące trendy roku 2011 (podobno wzory dzikich zwierząt mają być dominujące tego roku). Oczywiście zakupiony w sklepie z rzeczami używanymi, za zawrotną cenę 8zł." Zuzanna Podgórska
      I kolejna para w konkursie. Słodkie!
      I na koniec zgłoszenie Emilii.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „słeters”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 marca 2011 21:32
  • środa, 23 lutego 2011
    • Konkurs swetrowy c.d.

      Oto kolejna porcja swetrów.

      "Czarny sweter ma wszystko, czego swetrowi nie potrzeba- dziwny krój, drapiący moher, złotymi nićmi szyte wzory i jak na złość- niebieskie cekiny. 
      Drugi kojarzy mi się on drewnianymi klockami z dzieciństwa. Ma w sobie też coś z Tetrisa. Ze względu na długość jest niczym sukienka. Ma wiele cech, ale żadna nie pozwala powiedzieć o nim "ładny".
      Do konkursu zgłaszamy Czarnego Puchatka i Szalonego Wzorka. Właścicielkami swetrów są Joanna Sapkowska i Weronika Sobieraj."

      Kategoria tuningowana od Natalii Osieckiej.

      I jeszcze jeden z tej kategorii, tym razem od Kasi.

      Ola.

      Magda&Sławek

      Renata Sorkowska

      "Udało mi się znaleźć dwa wyjątkowe sweterki jeden damski, drugi męski, ponieważ moim marzeniem jest wziąć udział w sesji z mężem."

      Katarzyna Halama-Jonkisz

      "Przesyłam mój sweterek..moim zdaniem jest nie tyle brzydki co..co..o dyskusyjnej urodzie. Mnie ..zauroczył infantylnymi aplikacjami w połączeniu z..z czymś na kształt ..plam krwi! Może się nada...Marta Michalik"
      ps1214
      "a oto mój okropny sweter - herbatka u Szalonego Kapelusznika? -Natasza"
      "podobno najbrzydsze, ale za to największe, najcieplejsze, po prostu kochane. Dominika Sytnik"
      "Wszystkie pochodzą z lumpeksów (podobnie jak większość moich ubrań), są przeze mnie regularnie noszone i nazywane pieszczotliwie "ohydkami". Adela Madej"
      Sweter od, nomen-omen, Myszy.
      Kolibry od Pauliny Błuszko

      A to sweter Jolanty, który gdzieś mi się zawieruszył, ale całe szczęście już znalazł.

      I jeszcze jedno z pierwszych zgłoszeń, które też się gdzeiś zawieruszyło. Pasiak od Brdys Anety - jeśli dobrze rozszyfrowałam adres mailowy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Konkurs swetrowy c.d.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      nadwojebabkawrozyla
      Czas publikacji:
      środa, 23 lutego 2011 10:07