Chyba czas się reaktywować. Na początek felieton z najnowszego numeru Wysokich Obcasów Extra. Głównie dlatego, że nie jest o dzieciach:)
Kurą w ocieplenie
Belgijski samorząd, w ramach pilotażowego projektu alternatywnych sposobów ograniczania śmieci, rozdaje mieszkańcom, którzy mają odpowiednie warunki, kury nioski. Nie dość, że zjedzą odpadki organiczne to jeszcze zaopatrzą w jajka zerówki. Wiedeń w ramach projektu „Eko Zakupy” publiczne instytucje, szkoły, przedszkola i szpitale zaopatruje w produkty przyjazne środowisku. Barcelona część transportu miejskiego zamienia na pojazdy hybrydowe, co nie tylko ogranicza emisję co2 o 30%, ale również obniża poziom hałasu. A skoro już o transporcie publicznym, to w Helsinkach tamtejszy ZTM opracował program, który na bieżąco informuje o położeniu każdego autobusu. W ten sposób w komórce można sprawdzić poziom zakorkowania i dokładnie zaplanować swoją podróż. W Japonii z kolei, super nowoczesny budynek stacji kolejowej w Osace na dachu ma ogródki działkowe. Japończycy w drodze z pracy zdejmują marynary i zatapiają ręce w ziemi, pieląc pomidory i zrywając sałatę na kolację.
Dopada mnie zazdrość!
Weźmy taką Kopenhagę. W Kopenhadze, co drugi mieszkaniec dojeżdża do pracy lub szkoły na rowerze. Woda w kanałach i porcie jest na tyle czysta, że można się w niej kąpać. 23% procent żywności pochodzi z certyfikowanych farm ekologicznych a do 2050 roku jej ilość ma wzrosnąć do 90%. W Kopenhadze można sobie pójść do restauracji, która nie tylko oferuje organiczne jedzenie, ale ubiera kelnerów w bawełnę ekologiczną i fairtradową a zamiast firmowego samochodu ma rowery.
To jeszcze nic. Do 2025 roku Kopenhaga chce zostać pierwszą na świecie stolicą nieemitującą CO2, czyli stolicą pasywną. Po pierwsze stawia na energię odnawialną, przede wszystkim geotermalną i wiatrową. Po drugie zamierza upowszechnić samochody elektryczne i wodorowe. Ratusz zaczyna od siebie, od 2011 wszystkie zakupione publiczne samochody muszą być na baterie. Do 2015 zamierza przesadzić na rowery 70% swoich mieszkańców. Aby to zrobić inwestuje w nowe ścieżki, mosty i parkingi dla rowerów. Aby ograniczyć emisję tradycyjnych samochodów gps ma być uzupełniony o bieżące informacje na temat wolnych miejsc parkingowych, co wyeliminuje niepotrzebne krążenie w poszukiwaniach wolnej szpary. Ponadto, planuje co roku tworzyć dwa nowe parki oraz szkolić restauratorów, aby używali mniej wołowiny i stawiali na produkty lokalne i sezonowe.
Kopenhaga to nie jakaś banda nawiedzonych frików. Do 2050 roku 75% populacji będzie mieszkało w miastach. Aby dało się w nich oddychać od Atlantyku po Odrę państwa europejskie inwestują w osiedla pasywne, transport publiczny, samochody hybrydowe i ekologiczne jedzenie. Tymczasem w Polsce szczytem ekologicznej świadomości jest ustawienie pod blokiem koszy do segregacji. A i tak, poziom odzyskiwania śmieci w stolicy jest żałośnie niski bo wynosi jedynie 7 %. Mimo że coraz więcej ludzi wsiada na rowery (poziom rozkopania Warszawy sięga właśnie szczytów, więc jest to częściowo przymus) ścieżki rowerowe nie są zawarte nawet w planach ulic remontowanych. Oprócz Europejskiej Stolicy Kultury, która ostatnio zajmowała umysły urzędników kilku polskich miast istnieje coś takiego jak Europejska Zielona Stolica. W 2010 tytuł ten nosił Sztokholm w tym roku jest nią Hamburg. Przykro stwierdzić, ale Warszawa jest od tego poziomu oddalona lata świetlne.
A jak przyjemnie by było dowiedzieć się pewnego dnia, że właśnie powstał projekt wspierający kompostowanie w mieście w ramach, którego raz na dwa tygodnie ktoś podjedzie do mnie, zabierze moje organiczne odpadki i zawiezie na ekologiczną farmę (podobny projekt powstał w Liverpoolu). Albo, że w ramach promocji pieluch wielorazowych, które są przyjaźniejsze nie tylko dla środowiska, ale i dla dzieci została wprowadzona zapomoga w formie bonów na zakup kilku sztuk (to również Anglia).
No tak, rozmarzyłam się. Pozostaje wierzyć, że kiedyś i na ekologie przyjdzie u nas pora. Albo działać. Bo gdyby tak wszyscy, którzy mają ochotę na jeżdżenie rowerem, ale boją się spychających do krawężnika autobusiarzy i złośliwych taksiarzy wyszli pewnego dnia na ulice i zajęli jeden pas jezdni? Po prostu wzięli sobie przestrzeń, która im się należy? Może to przebudziłoby zatopionych w ekoignorancji urzędników?